wtorek, sierpnia 16, 2005

Rozmyślania za kierownicą nr 6 - Mistycyzm, szczur i medycyna

Przejeżdżając ulicą sydnejskiego przedmieścia, nad spółdzielnią medyczną spostrzegłam napis: „Canterbury Professional Medical Centre” – rozstrzygający gnębiący mnie w ostatnich latach dylemat, a mianowicie, jak to się dzieje, że mimo ukończenia tych samych studiów - lekarz lekarzowi nierówny: jeden leczy, a drugi powiększa liczbę nieboszczyków. Napisem na przychodni w Canterbury, sami lekarze ten problem rozstrzygnęli.

Czy głosił prawdę - nie sprawdziłam, gdyż mieszkam dość daleko, wobec czego, jestem zdana na panujący w mojej dzielnicy, sprytnie niereklamujący się medyczny nieprofesjonalizm.

A, że on gęsto panuje w Australii, można przekonać się, oglądając telewizyjne programy publicystyczne. Np. w jednym z nich: „Today, tonight” przedstawiono historię poszkodowanego w groźnym wypadku samochodowym, który dostarczony na pogotowie najpierw cztery godziny czekał na fotelu, a potem nieprofesjonalny medyk zaaplikował mu środki przeciwbólowe i odesłał do domu z poleceniem odpoczywania. I tylko niewiara w profesjonalizm lekarza uratowała rannego od odpoczywania wiecznego. Gdyż zawiodła go do innego medyka, który stwierdził liczne obrazy głowy, kręgosłupa, połamane żebra i udzielił mu wreszcie! profesjonalnej pomocy.

Profesjonalizm, jak widać, oprócz teoretycznej znajomości przedmiotu, charakteryzuje się szybkością i sprawnością w wykonywaniu opanowanych umiejętności.
Nie wiem jakie odszkodowanie musiał szpital wypłacić opisanemu przeze mnie pacjentowi. Mam nadzieję, że na tyle wysokie, że obecnie zatrudnia tylko lekarzy profesjonalnych.

A teraz o szczurze i mistycyźmie.
O dziewiątej trzydzieści, w pewien deszczowy wieczór, moją córkę ugryzł szczur. Przywlokły go do pralni, w celach rozrywkowych, nasze koty; a córka mająca litość nad zwierzętami, chcąc zwrócić mu wolność, złapała go za ogon. Trudno winić szczura, który nie rozumiejąc kociego poczucia humoru i dobrych intencji córki – walczył o życie.

Nie żywiąc żadnych pretensji do szczura, jednak zmuszona byłam natychmiast zaszczepić córkę przeciw zarazkom, które roznosi w ślinie.

Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostrzego! Mieszkamy przecież w jednej z największych metropolii świata. Media codziennie karmią nas medycznymi sensacjami: przeszczepy organów, lasery, liftingi - cuda na dziwach! A jednak okazuje się, że chorowanie nocą w Sydney jest rzeczą wręcz nieprzyzwoitą.

A przekonałyśmy się o tym na pogotowiu w Randwick, gdzie rozpanoszył się mistycyzm: w poczekalni siedziało zaledwie kilka osób, ale na wizytę u pielęgniarki czekałyśmy godzinę. Na planszy zaś - gdzie powinny być podane przypuszczalne godziny oczekiwania – straszyło puste miejsce, nie dające nadziei na żadną pomoc.

Może to i uczciwiej?
Dwa lata wcześniej, czekałam w tym samym miejscu, ze złamaną nogą, przez sześć godzin! Wbrew napisowi, obiecującemu, że już za trzy, oprawią mi kończynę w gipsowe ramki. Do tego rejestratorka była oburzona, że śmiałam coś złamać i nikt nie doradził mi, żebym trzymała nogę w górze. W efekcie stopa zrobiła się jak noc za oknem granatowa i tak spuchła, że gdy o drugiej w nocy obejrzał mnie lekarz -o gipsie nie było mowy.

Po tygodniu wyczekiwania na szpitalnego specjalistę, który zniknął jak kamfora i do którego to dostojnika trzeba było pisać specjalne petycje z prośbą o przyjęcie – postanowiłam energicznie zatroszczyć się o przyszłość, bądź co bądź potrzebnej mi podpory. Zgłosiłam się więc do najbliższego medycznego centrum, gdzie założono mi gips lekki, tani i przyjemny.

Niestety, centra medyczne zamykają się o dziewiątej wieczorem.
Przerażone możliwością czekania w szpitalu do rana, poprosiłyśmy o adres spółdzielni czynnej 24 godziny na dobę. I okazało się, że w naszym super nowoczesnym mieście coś takiego nie egzystuje! Na szczęście jakaś dobra dusza wyszukała adres niezespółdzielowanego medyka, który na dalekiej plaży, do dwunastej w nocy, chociaż w ciemno, ale praktykuje!

W czasach młodości, gdy szalały we mnie dziwne nastroje i niepokoje, zachwycałam się atmosferą książki „Zazdrość i medycyna” Michała Choromańskiego. Uczucia i czyny bohaterów zgrywały się w niej z żywiołami. Do dziś pamiętam te niesamowite wiatry, pioruny, ulewy i mistycyzm niewytłumaczalnych poczynań człowieka!

Dzisiejsza, pełna niespodzianek noc, też szalała – no bo i koty, i szczur, ciemność bez jednej gwiazdy, lało jak z wodospadu Niagara, widoczność na jezdni żadna, a do tego w aucie spalił się prawy reflektor. Lecz choć zwykle się gubię, gdy nie znam drogi na tysiąc procent, to jednak zapewne dzięki mistycznej sile jaką posiadam – dojechałam do celu!

Czuwającego lekarza też nie zmogły biesy bezksiężycowej nocy, dał zastrzyk, antybiotyk i szczęśliwe, acz uboższe o dwadzieścia parę dolarów dotarłyśmy do domu przed dwunastą, a nie nad ranem.

Przedzierając się przez tony wody spadającej z nieba, w zaparowanym i szarpanym wichurą aucie doszłam do odkrywczych wniosków.

Po pierwsze, że nieprofesjonalizm jest za darmo, lecz na darmo. Natomiast profesjonalizm choć kosztuje, to skutkuje.
Po drugie, że symbol wiedzy lekarskiej - wąż owinięty wokół laski – jest symbolem dwuznacznym, gdyż jak wiemy, wąż jest zwierzęciem podstępnym, laska zaś może oznaczać różdżkę czarodziejską, ale też lachę, którą można na kogoś położyć.

Po trzecie, że ojciec medycyny Hipokrates pewnie się w grobie przewraca, gdy część lekarzy łamie (bezmyślnie, jak widać odklepywaną) przysięgę - odmawiając pomocy potrzebującym, nawet jeśli są tak bezczelni, że wołają o nią w środku nocy. Po czwarte, że czasem lepiej być zwierzęciem, gdyż weterynarz moich kotów przeprasza je za każdy zastrzyk i gotów jest do udzielania pomocy przez 24 godziny na dobę, nawet na kredyt.

A na koniec, że wszystkie niepobożne życzenia posyłane przez złych ludzi, odbijając się ode mnie wracają do nich, bo jestem jak skała - wierząc w siebie.

Oprócz tego, że stoją obok w tytule, mistycyzm, szczur i medycyna - nie mają ze sobą nic wspólnego. Mistycyzm, jak to mistycyzm, może być siłą złą lub dobrą; natomiast dowiedziono, że szczur jest zwierzęciem doskonałym, gdyż jest w stanie przeżyć zagładę atomową.

Za to medycynie, niestety, wciąż daleko, chociażby do …profesjonalności.

Akcent Polski nr 7 – 2004

__________________________________________________________