wtorek, sierpnia 09, 2005

Rozmyślania za kierownicą nr 5 - Pożyteczne dreszcze

W pierwszych dniach wyświetlania byłam na hollywodzkim dreszczowcu „Gothika”. Specjalnie podkreśliłam, że były to pierwsze dni, gdyż sala była całkowicie zapełniona, w związku z czym reakcja publiczności była spotęgowana. A była prawidłowa: każdej przerażającej scenie towarzyszył pisk - a potem rozluźniający śmiech i dogaduszki.

Gdy długo nie ma wojny, zaczyna się anarchia i terroryzm. Kwitną mafie i wszelkiego rodzaju prywatny bandytyzm. Im większy spokój w polityce, tym bardziej rozwijają się w ludziach wszelkiego rodzaju anomalie psychiczne, a zdeprawowanie wzrasta do granic niemożliwości. O tym wiemy…

Człowiek ma zaprogramowany w genach, głód strachu i zainteresowanie wynaturzeniem, a więc dreszczowce oczyszczają psychikę. Ale żeby spełniły rolę leku muszą pokazać zło pokonane i ukarane. Jeśli tak się nie dzieje, ich autorzy - robiąc zbrodni reklamę, stają się jej wspólnikami.
Do takich autorów należy Graham Masterton. Po przeczytaniu dwóch jego książek nie mam ochoty na następne. Pierwsza „Ikon” usiłuje wmówić czytelnikowi, że USA od 1962r pozostaje pod ukrytym zaborem ZSRR. Upadek ZSRR udowodnił, że pozostało to tylko niespełnionym pragnieniem autora, choć wiążącemu fakty polityczne z tamtych czasów (Kuba, Chruszczow, bracia Kennedy), w podświadomości zostaje wątpliwość…

Druga książka „Koszmar” pomimo pozornego happy endu, w którym sprawiedliwość zwycięża, a zwyrodniali przedstawiciele policji i prawa(!) zostają pozabijani lub w inny sposób ukarani, ma nieprzewidziane, perfidne zakończenie: bohaterka, zawodowo walcząca z bezprawiem, zostaje zastrzelona, z pozornie drugoplanowego powodu. Dodatkowo, klęska sprawiedliwości jest zasugerowana działaniem sił nadprzyrodzonych?!

Jeden z pozytywnych bohaterów „Koszmaru” twierdzi, że „Prawo to jedynie punkt widzenia.” Nieprawda. Zło jest złem i musi zostać ukarane. Dzisiejszemu prawu wciąż daleko do doskonałości, choć anachronizmy stopniowo się likwiduje i powoli zdąża ono w kierunku sprawiedliwości. Jednak nadal nieodpowiedzialni ludzie znajdują się na odpowiedzialnych stanowiskach. (Do zawodów, od których zależy życie i los człowieka powinno się dopuszczać jedynie ludzi o nieskazitelnej moralności.) Także niektóre paragrafy nie zostały wymyślone przez ludzi rozsądnych - z czego korzystają łajdacy. Czyli prawo wciąż jest bezprawne, choć walczą z tym ludzie dobrej woli.

Natomiast z treści książki „Koszmar” wyłazi zła wola autora, siejąca w czytelniku podświadomość, że cały świat jest zdegenerowany. A to nieprawda! Proporcja zła i dobra jest wyrównana, bo inaczej Ziemia przestałaby istnieć. A zło i tak w końcu pokonuje Najwyższa Potęga – czego przykładem jest historia świata. (Choć czasem dzieje się to zbyt późno… i Bóg wie z jakiego powodu następują te opóźnienia?…)

Wracając do leczniczych właściwości thrillerów: ważne jest uczucie po wyjściu z kina, czy zamknięciu książki grozy. Jeśli świat rzeczywisty czyni się lepszy niż wymyślony, to znaczy, że jeszcze nie jest tak źle. Lecz ani jeden grosz nie powinien być wydany na książki, czy filmy w których zło zwycięża - bo jest to zachętą dla przestępców, a propagandę zła szerzą ci, którym na niczym innym oprócz zbijania kasy nie zależy. Wprowadzając psychiczny pollution przyczyniają się do zniszczenia świata, tak samo jak ci, co go niszczą fizycznie.
Są krótkowzroczni: jeśli świat zginie - zginą z nim.

Odwrotnie działają na psychikę sensacyjne książki Andrew Vachssa, choć u niego zło i degeneracja też są przerażające - tym bardziej, że oparte na prawdziwych faktach.
Przedstawia on ludzi o różnych stopniach moralności (bo ta - jest relatywna). Już sam główny bohater nie jest idealny (choćby dlatego, że sam osądza i wymierza kary). Lecz trudno nie zgodzić się z jego punktem widzenia: karę śmierci z jego rąk ponoszą seksualni molesterzy i mordercy dzieci. W wymiarze sprawiedliwości pomagają mu przestępcy mniejszego kalibru, a prokuratorzy przymykają oczy na niezgodne z prawem postępowanie, bo właśnie ono doprowadza do ukarania winnych, których prawo chroni i nie pozwala dosięgnąć!

Najpozytywniejsze w thrillerach Vachssa jest to, że winni zawsze zostają ukarani, tak jak na to zasługują i że zna on doskonale przedmiot, o którym pisze (jest adwokatem i wiele lat pracował jako oskarżyciel w sprawach o molestowanie nieletnich). Jego książki to nie takie sensacyjne sraty taty, tylko autentyczne historie, które mimo przygnębiającej treści napełniają optymizmem. Bowiem pozwalając wierzyć, że istnieją ludzie będący postrachem dla potencjalnych przestępców. Zmuszający ich do zastanowienia się przed popełnieniem, nawet przez najgorszych kryminalistów nietolerowanych, zbrodni. Poza tym w czytelniku wzbudzają uzasadnioną nienawiść do zbrodniarzy i autentyczną satysfakcję z ich ukarania.

Przyznając się do zaliczania od czasu do czasu książkowych lub filmowych dreszczowców, zachęcam do tego samego czytelników. W każdym człowieku drzemie pewna doza agresji, dobrze więc czasem, choćby biernie ją wyładować. Człowiek tak się nadenerwuje, przeżywając papierowe lub celuloidowe kataklizmy, że już nie ma ochoty wyładowywać swojej agresji na nikim żywym! Dreszczowiec więc - to taki mały, oczyszczający katharsis.

I jeszcze słów kilka, o innym rodzaju rodzaju twórczości z dreszczykiem. Niezbyt pozytywnej, gdyż w tym wypadku nie treść, lecz styl przeraża! Stylistyczni thrillerowcy potrafią o zwykłych sprawach pisać tak, że czytelnik dostaje trzęsionki, ponieważ piszący nie potrafią wydostać się z pseudo poetycko-intelektualnego bełkotu, przy którym nawet Mniszkówna wysiada! Ale naprawdę przerażający jest fakt, że nie mają oni pojęcia, że tak właśnie odbierana jest ich twórczość przez czytelników, gdyż do skromnych nie należą.

Gdyby jednak zrozumieli, to jako terapię poleciłabym im doskonałą książkę Krystyny Jandy „Różowe tabletki na uspokojenie”, która jest zbiorem jej felietonów zamieszczanych w miesięcznikach „Uroda” i „Pani”. Dawno nie czytałam tak prawdziwych, publicystycznych arcydziełek! Są takie, bowiem ich autorka jest rzeczywiście zaangażowana w temat, który porusza; przy tym jest mądra, utalentowana, doświadczona - żyje intensywnie i pracowicie; no i najważniejsze: ma cudowny styl pisania, zwięzły i dowcipny – taki, który się nie starzeje.

Jej twórczość też zaliczam do dreszczowców, ale tych pozytywnie poruszających.

Po wyjściu z kina - północną porą, musiałyśmy dość daleko iść do zaparkowanego w parku auta. Lecz młodzież damska jest dziś nauczona samoobrony w stylu karate, a ja choć nie mogę już skutecznie wziąć nóg za pas, to zawsze mam pod ręką jakiś ostry śrubokręt.
Na szczęście, bandytów nie było w pobliżu, za to towarzyszyła nam całkowicie wyluzowana publiczność „Gothiki”.


Akcent Polski nr 6 - 2004

__________________________________________________________